Dzisiaj było dziwne. Kiedy zaszliśmy do zarezerwowanego wcześniej hostelu, okazało się, ze nie ma dla nas miejsc! Wiec wysłali nas do innego – naprzeciwko. Tam też nie było miejsc, ale po moim oświadczeniu, że nie mój problem – rezerwację mam, znalazła się dla nas dwójka w cenie pokoju 6-cio osobowego!:D Żeby jednak nie było za dobrze, to nie było Internetu
Lecąc do Włoch, spodziewałem się włoskiej pogody, ale kiedy wylądowaliśmy, szybko stwierdziliśmy, że gorzej niż w Warszawie! Nie dość, ze pochmurno i zimno, to jeszcze leje deszcz! Masakra! Oto co nas zastało w Mediolanie (na terytorium gorących Włoch, jakby ktoś nie wiedział):
Jako, że nie mamy przewodnika, a informacji nigdzie nie ma, na czuja zwiedzaliśmy miasto. Zobaczyliśmy wszystko, o czym wiedzieliśmy, ze istnieje, odkryliśmy piękny zamek… Nie udało nam się tylko znaleźć słynnej La Scali – przypuszczamy jednak, że może to być to:
Zafascynowała też nas jedna sprawa, której nie potrafiliśmy rozgryźć – może ktoś pomoże?
No i na koniec powiedzcie, czy widzicie jakąkolwiek różnicę pomiędzy tymi lokalami-sąsiadami. Ja nie: oba to szczyty – dostępności i ekskluzywności. Widać przeciwieństwa się przyciągają;)

Dziś trafiłem na ten zacny blog- udało mi się przeczytać wszystkie wpisy, ale komentarz mógłbym popełnić jedynie pod wpisem ukazującym jakże przewrotną naturę Złotych Łuków:P
OdpowiedzUsuń3maj się:D
maciek sójka