Kierowca niby się pytał gdzie jedziemy, ale oczywiście zapomniał i pojechaliśmy za daleko – na Copacabnę. Tam znaleźliśmy na mapie drogę, jak szybko dość do celu, ale nie wiedzieliśmy czy aby przypadkiem nie wiedzie ona przez favele. Pomogła nam Brazylijka-Kanadyjka, która się urodziła w Rio, ale od ponad 20 lat mieszka w Kanadzie. W pewnym jednak momencie zaczęliśmy się bać, czy nie ma jakichś „kolegów”, z którymi chce nas poznać, ale na szczęście chciała tylko pomóc. Generalnie ludzie są tu bardzo mili, pomocni i uczynni, tylko że na migi się trzeba dogadywać, bo angielskiego nikt nie zna. No może oprócz właściciela naszego hostelu, który jest Amerykaninem z Florydy. Super, wyluzowany gość. Hostel może nie ma pięciu gwiazdek, ale jest schludnie i leży w całkiem dobrej okolicy, co jest bardzo ważne! Póki co, wiem że po zmroku nie ma wychodzenia! Najpóźniej o 19.30 powrót. Wtedy też temperatura spada do wysokości spotykanych (w trakcie upałów) w Polsce. Dziś w dzień było 38 stopni, wieczorem, o 21.00, ok. 30.
Miasto jest położone w pięknej, przepięknej scenerii, ale niestety jest niesamowicie zaniedbane. A szkoda – gdyby leżało w Europie, byłoby na 100% wielkim kurortem. Cóż, pozostaje mi zobaczyć, co trzeba zobaczyć, zmywać się stąd i cieszyć się, że urodziłem się i mieszkam w Europie…

no niezle przygody masz:) z tymi samolotami:P życzę spokojnego zwiedzania!!! :))))
OdpowiedzUsuń