- siedzenia w rodzaju polskiego osobowczaka (tyle, że jest mniej miejsca na nogi, więc trzeba współpracować – jedna osoba rozkłada krosna, a ta naprzeciwko wjeżdża jej w krocze)
- trzęsawkę większą niż na rollercoasterze
- średnią prędkość 27 km/h i dystans 220 km (w obie strony)
- obsługę mówiącą praktycznie tylko po hiszpańsku w pociągu dla zagranicznych turystów (dla Peruwiańczyków są inne, tańsze pociągi) – nie obwiniam obsługi, że nie zna angielskiego, ale Peru Rail, że pobiera takie opłaty i nawet na kurs pracowników nie wyśle
- mini-bufet z cenami co najmniej restauracji w hotelu pięciogwiazdkowym
- i co prawda, to prawda - przecudne widoki:)
Kiedy jedzie się taką trasą, człowiek uświadamia sobie jak jest malutką istotą w porównaniu do Ziemi. Pociąg, będący przecież olbrzymią maszyną, przeciska się po zboczach wzgórz, przy których wydaję się niczym mrówka przy stopie człowieka. Robi to imponujące wrażenie.
Ale jedźmy dalej za wydane $96 na pociąg. Zajeżdżamy na stację końcową i tutaj czeka nas kolejna niespodzianka – chcesz się dostać do Machu Picchu busikiem, to zapłać $14! W ogóle co to za zwyczaj, żeby w kraju, który ma własną walutę (sol), ceny podawać w dolarach?! A bus taki, że kolana pod brodą trzymałem i modliłem się, żeby droga się nie osunęła w przepaść, albo żebyśmy z niej nie wyskoczyli, bo taka wyboista.
Wysiadamy z busa i stajemy prosto przed kasą Machu Picchu – zaskoczyłem się, że była zniżka dla studentów, więc zapłaciłem tylko 80 zł… Co w zamian? Właściwie to wstęp tylko, bo jak na przykład z łazienki chcesz skorzystać, to znów zapłać, przecież jesteś obcokrajowcem!
Zacisnąłem jednak zęby, starając się o wszystkim zapomnieć i poszedłem zwiedzać. Na początek roztacza się znany wszystkim, pocztówkowy widok – miasto ze swoim otoczeniem robi niesamowite wrażenie. Szkoda, że nie wiadomo po co zostało zbudowane, ani jak wykorzystywane. Praktycznie wszystko to jedna wielka tajemnica… Kiedy się już tam jest, niezłej zadyszki można dostać od samego chodzenia po schodach, tyle ich tam jest. A kiedy pomyśli się, że wszystko zbudowane jest z kamienia i znajduje się na szczycie bardzo stromej góry, człowiek nabiera respektu dla ludzi, którzy to zbudowali.
W mieście było praktycznie wszystko – od mieszkań i zakładów rzemieślniczych, przez pola uprawne i świątynie, po… więzienie! Jako że rejon należy do wybitnie deszczowych (podobno nie często trafia się pogoda jaką miałem:), mieszkańcy byli praktycznie samowystarczalni.
Niesamowitości wszystkiemu nadaje jeszcze to, z jaką precyzją wszystko zostało wykończone – budowniczowie musieli być mistrzami obróbki kamienia. Zobaczcie jak wszystko jest do siebie dopasowane, albo wyrzeźbione z jednego kawałka skały:
Wszystko jest tak mistyczne i w tak tajemniczym otoczeniu, że nie tylko ludzie są chętni do zwiedzania – mi udało się jeszcze przyłapać próbujące się wtopić w tłum lamy, jaszczurkę-tajniaka i kondora, który na wszystko patrzył nieco z góry;)
Będąc jednak na górze, w Machu Picchu, cały czas odnosiłem wrażenie, że byłem już w podobnym miejscu. Dopiero po jakimś czasie przypomniałem sobie gdzie – w Pompejach! Kiedy to sobie uświadomiłem, przypomniało mi się, że2 lata temu za dokładnie tą samą kwotę, którą wydałem w jeden dzień w Peru, byłem 4 dni w Rzymie z (jako dzień piąty) wycieczką do Pompei pod Neapolem. I muszę stwierdzić, że bardziej się opłaca jechać do Rzymu i Pompei, niż do Machu Picchu. Moim zdaniem niestety jednodniowa wycieczka nie jest warta tylu pieniędzy. Oczywiście można zapłacić za sam wstęp do ruin, jednak w takim wypadku potrzebujemy min. 9 dni – 4 dni marszu w każdą stronę (innej opcji niż marsz/pociąg nie ma) no i zwiedzanie. Można też zrezygnować z busa na szczyt – wtedy jednak nie ma się szans, na zobaczenie wszystkiego pomiędzy odjazdami pociągów. Tak źle i tak niedobrze. Peruwiańczycy jednak wiedzą jak wyłudzać pieniądze – bo niestety inaczej tego nazwać nie mogę. Nie jesteś tutaj osobą, a wielkim chodzącym portfelem, który trzeba opróżnić, nie oferując wiele w zamian – dlatego, jeśli staniecie przed wyborem, polecam Włochy!:(

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz